Retrospektywa po 30 latach: Powrót z Paryża do Kołobrzegu. Martin Raphaël Martiq gościem 3. odcinka audycji „Na falach kultury”
W najnowszym wydaniu audycji „Na falach kultury” Piotr Rybczyński rozmawia z Martinem Raphaëlem Martiqiem – pochodzącym z Kołobrzegu, a tworzącym od ponad dwóch dekad w Paryżu uznanym fotografem i portrecistą. Pretekstem do wyjątkowego spotkania jest retrospektywna wystawa czarno-białej fotografii artysty w kołobrzeskiej Latarni Morskiej, prezentująca ponad 50 portretów wybitnych postaci polskiej i światowej kultury.
„Na falach kultury” – Odcinek 3
- Emisja: Środa, godz. 10:05 (powtórka o godz. 17:05) na antenie Radia Kołobrzeg
- Prowadzący: Piotr Rybczyński
- Gość: Martin Raphaël Martiq (fotograf, portrecista)
- Wydawca: Kołobrzeski Instytut Kultury i Promocji





Część I: Sztuka portretu, relacja z modelem i prawda bez retuszu
Piotr Rybczyński: „Na falach kultury” – audycja Kołobrzeskiego Instytutu Kultury i Promocji. W każdą środę po 10:00 i po 17:00, tylko w Radiu Kołobrzeg. Dzień dobry, witamy Państwa w kolejną środę i w kolejnej audycji. Dzisiaj nasz program jest wyjątkowy, ponieważ mamy wyjątkowego gościa. Martin Raphaël Martiq – dzień dobry!
Martin Raphaël Martiq: Dzień dobry Państwu, dzień dobry.
Piotr Rybczyński: Skąd tak egzotycznie brzmiące imię i nazwisko u kogoś, kto tak płynnie mówi po polsku? Proszę nam to na początku wyjaśnić.
Martin Raphaël Martiq: To niezbyt skomplikowana historia. Jestem kołobrzeżaninem – tu się urodziłem i tu rozpocząłem swoją edukację. Od 2002 roku mieszkam jednak w Paryżu i tam tworzę. Martin Raphaël Martiq to mój pseudonim artystyczny.
Piotr Rybczyński: Tak też można się było domyślić i podejrzewam, że słuchacze na to wpadli. Zaprosiłem Cię nie bez powodu. Przyleciałeś do nas specjalnie z Paryża, aby przygotować wystawę w kołobrzeskiej Latarni Morskiej. Będzie to ekspozycja poświęcona portretom. Opowiedz o tej wystawie – dlaczego warto spędzić nadchodzący piątkowy wieczór właśnie w Latarni Morskiej?
Martin Raphaël Martiq: Jestem przede wszystkim portrecistą. Portretem zajmuję się, odkąd byłem jeszcze w szkole filmowej na sekcji fotografii. To główna domena mojej twórczości. Prezentujemy tu retrospektywę obejmującą ponad 30 lat mojej pracy – zgromadziliśmy portrety powstające od około 1996 roku. Z okresu, kiedy pracowałem dla rynku muzycznego, zobaczymy m.in. zdjęcia Justyny Steczkowskiej, Edyty Bartosiewicz czy Zbigniewa Wodeckiego. Od dziesięciu lat współpracuję z Nowym Teatrem w Warszawie, stąd obecność portretów takich aktorów jak Magdalena Cielecka, Magdalena Popławska, Andrzej Chyra czy Jacek Poniedziałek, a także dwóch wybitnych aktorek, które odeszły od nas w ubiegłym roku: Jadwigi Jankowskiej-Cieślak oraz Ewy Dałkowskiej. Wszystkiego będzie naprawdę dużo – na wystawie znajduje się ponad 50 fotografii. Oprócz ludzi polskiej sceny i teatru zaprezentujemy portrety znanych światowych artystów i muzyków z pierwszej ligi. W Paryżu współpracuję głównie z Fundacją Louis Vuitton, gdzie jestem głównym portrecistą. Zdecydowaliśmy, że na tej wystawie pokażemy to, co robię najlepiej – zbierzemy portrety z ostatnich 30 lat. Dodałbym jeszcze, że to dla mnie symboliczny powrót do Kołobrzegu. Dokładnie 30 lat temu, w 1995 roku, prezentowałem tu wystawę pt. „Lil Bros”. Dziś wracam z ogromną retrospektywą i bardzo serdecznie wszystkich zapraszam.
Piotr Rybczyński: Latarnia Morska, piątek, godzina 19:00 – wernisaż, wstęp wolny. Dzień później wystawę będzie można oglądać już przez cały miesiąc. Są to portrety monochromatyczne. Co jest najbardziej istotne dla fotografa, który poszukuje w sztuce czegoś głębszego? Czego Ty szukasz w człowieku?
Martin Raphaël Martiq: Czego szukam? To pytanie za milion złotych!
Piotr Rybczyński: Mówiłem, że nie będzie łatwo.
Martin Raphaël Martiq: To nie jest kwestia tego, czego ja szukam. Portret nie jest wyłącznie wynikiem talentu i zaplecza technicznego fotografa. Uważam, że portret to zawsze wspólne dzieło fotografa i modela.
Piotr Rybczyński: Z kim współpracowało Ci się najtrudniej, a z kim najłatwiej?
Martin Raphaël Martiq: Tego nie zdradzę.
Piotr Rybczyński: Myślałem, że uchylisz rąbka tajemnicy!
Martin Raphaël Martiq: Nie, to są sprawy, o których się absolutnie nie mówi – to tajniki warsztatu. Generalnie mam w sobie coś takiego, że… nie powiem, że mi się nie odmawia, ale rzadko spotykam się z odmową.
Piotr Rybczyński: Tobie się nie odmawia, ale czy Ty portretujesz każdego, kto do Ciebie przyjdzie?
Martin Raphaël Martiq: Nie. Najpierw musi zaiskrzyć. Musi odbyć się rozmowa. Niekiedy trwa ona dwie minuty, kiedy indziej dłużej. Nie robię niepotrzebnych zdjęć i nigdy ich nie robiłem. Sytuacje, w których odmówiłem, zdarzały się niezwykle rzadko. W Fundacji Louis Vuitton w Paryżu jestem nazywany „agentem od zadań specjalnych”. Mogę podać jeden przykład: jeden z najważniejszych współczesnych artystów na świecie, Maurizio Cattelan, przyjeżdżając do nas na wystawę, kategorycznie odmawiał jakichkolwiek zdjęć i wywiadów. Moja szefowa powiedziała wtedy: „Martiq, idź tam”. Poszedłem, rozmowa trwała minutę, po czym Cattelan powiedział: „Rób, co chcesz”. A gdy podchodzili inni dziennikarze, odpowiadał: „Tylko ten facet może robić mi zdjęcia”. Chodzi po prostu o złapanie wspólnego języka.
Piotr Rybczyński: Musi powstać więź z modelem.
Martin Raphaël Martiq: Dokładnie, musi zaiskrzyć. Jeśli tego nie ma, nie pomoże żaden talent ani doskonała fotogeniczność modela.
Piotr Rybczyński: Pozwól, że Ci przerwę. Więc fotogeniczność według Ciebie nie istnieje?
Martin Raphaël Martiq: Pojęcie fotogeniczności to mit. Wszystko zależy od światła i od umiejętności fotografa.
Piotr Rybczyński: Czyli każdemu można zrobić dobre zdjęcie?
Martin Raphaël Martiq: Oczywiście. I nie chodzi o to, że ktoś według pewnych kanonów piękna nagle stanie się idealny. Najpiękniejsze zdjęcia to te prawdziwe. Przytoczę anegdotę: Jadwiga Jankowska-Cieślak, z którą byliśmy bardzo blisko, powiedziała mi kiedyś: „Martiq, jeśli kiedykolwiek wygładzisz moje zmarszczki albo zrobisz ze mnie okładkę z Vogue’a, to Cię zatłukę!”.
Piotr Rybczyński: Jesteś więc antytezą i kontrapunktem dla współczesnych trendów. Wydobywasz charakterystyczne cechy ludzi, by inni mogli zobaczyć ich prawdziwą naturę. Współczesność III dekady XXI wieku ma skłonność do ukrywania prawdy pod warstwami cyfrowego retuszu.
Martin Raphaël Martiq: Masz rację, choć obecnie w światowym portrecie i modzie wyraźna jest tendencja do odchodzenia od mocnego makijażu i pokazywania naturalności. W Unii Europejskiej istnieje nawet obowiązek oznaczania w magazynach zdjęć z drastyczną ingerencją graficzną. Przez lata narzucano bezpostaciowe, woskowe figury na okładkach – to retusz, na który nigdy się nie zgadzałem i nie zgodzę. Pracowałem dla branży mody, ale zostawiłem ją w 2002 roku. Dziś robię czasem sesje ze studentami czy młodymi projektantami, ale komercyjnej, przerysowanej mody unikam. Powrót do naturalności we współczesnej fotografii jest piękny.
Piotr Rybczyński: Mówiłeś, że rzadko słyszysz odmowę. A czy zdarzyło Ci się iść ulicą, zobaczyć kogoś i pomyśleć: „Muszę go sportretować”?
Martin Raphaël Martiq: Tak, zdarza się to jak najbardziej. Potrafię podejść i przekonać ludzi do stannięcia przed moim obiektywem.
(Koniec części pierwszej)
Część II: Kołobrzeski buntownik, łódzka filmówka i drogi do Paryża
Piotr Rybczyński: „Na falach kultury” – Piotr Rybczyński przy mikrofonie, a naszym gościem jest Martin Raphaël Martiq, fotograf i artysta, którego retrospektywną wystawę portretów będziemy mogli oglądać w Latarni Morskiej (wernisaż w piątek o godz. 19:00). W pierwszej części rozmawialiśmy o sztuce fotografii, ale w Twoim biogramie pojawia się ciekawy wątek kołobrzeski. Urodziłeś się w Kołobrzegu i Twoje losy układały się tu dość niepokornie. Opowiedz o swoich młodzieńczych latach w rodzinnym mieście.
Martin Raphaël Martiq: Szkoła podstawowa to były specyficzne czasy – robiło się trochę głupstw, jak to w młodości. Przełom nastąpił przy wyborze szkoły średniej. W ostatniej chwili złożyłem papiery do Liceum Plastycznego w Koszalinie. Rekrutacja odbywała się wcześniej niż do liceów ogólnokształcących, więc potraktowałem to jako eksperyment. Ku zaskoczeniu wszystkich dostałem się z jednej z pierwszych pozycji na liście. W szkole średniej ujawniła się moja rebeliancka natura – nie znosiłem niesprawiedliwości ani zbyt sztywnego oceniania artystycznej wrażliwości uczniów przez profesurę.
Piotr Rybczyński: Ocena sztuki bywa bardzo subiektywna…
Martin Raphaël Martiq: Dokładnie. Pod koniec liceum musiałem stoczyć sporą batalię. Wówczas nie było oddzielnego wydziału fotografii – mieliśmy zaledwie dwie godziny zajęć tygodniowo. Zakochałem się w fotografii i postanowiłem zrobić z niej dyplom, co według ówczesnych zasad było niedozwolone. Moja nauczycielka powiedziała mi nawet: „Zostaw te portrety, fotografuj domki i pejzaże, bo portrecistą nigdy w życiu nie będziesz”.
Piotr Rybczyński: Domyślam się, że to upewniło Cię w przekonaniu, że musisz zostać portrecistą!
Martin Raphaël Martiq: Dokładnie tak! Zawsze bardzo wspierali mnie rodzice, którzy pomagali mi zdobyć wymagany w tamtych latach sprzęt – aparat i powiększalnik. Po kilkumiesięcznych walkach dyrekcja koszalińskiego plastyka się ugięła i przygotowałem pierwszy dyplom z fotografii w historii tej szkoły.
Piotr Rybczyński: A potem trafiłeś do słynnej Łódzkiej Szkoły Filmowej?
Martin Raphaël Martiq: Tak, na Wydział Operatorski ze specjalnością fotografia. Tam czekała mnie ciężka praca. Na drugim roku studiów spotkała mnie niespodzianka – Muzeum Kinematografii w Łodzi, ogromna i prestiżowa instytucja, zaproponowało mi, 23-letniemu chłopakowi, indywidualną wystawę. Początkowo z przerażenia odmówiłem! Profesorowie szybko sprowadzili mnie na ziemię, mówiąc, że takich propozycji się nie odrzuca. Przełamałem strach i ta wystawa zmieniła w moim życiu bardzo wiele.
Piotr Rybczyński: Wystawa trafiła potem do Kołobrzegu?
Martin Raphaël Martiq: Tak, ówczesny prezydent miasta oraz Wydział Kultury przenieśli tę ekspozycję do Sali Senatu w Kołobrzegu – nosiła tytuł „Lil Bros”. Zacząłem intensywnie pracować dla polskiego rynku muzycznego, tworząc okładki płyt i sesje prasowe dla czołowych artystów. Pracy było tyle, że z trudem godziłem ją ze studiami.
Piotr Rybczyński: Jak doszło do Twojej przeprowadzki do Francji?
Martin Raphaël Martiq: Po sukcesach w branży muzycznej zaproponowano mi współpracę z projektantami mody w Paryżu. Spędzałem we Francji każdą wolną chwilę. W Polsce pod koniec lat 90. moją twórczość traktowano jako kontrowersyjną – uważano, że moja fotografia zbyt głęboko wchodzi w erotykę, zarzucając mi nawet ocieranie się o pornografię, mimo braku nagości na zdjęciach. Francja dawała zupełnie inną przestrzeń i wolność twórczą. W 2002 roku zostałem zaproszony jako gość na wielkie targi sztuki współczesnej w Paryżu i postanowiłem zostać tam na stałe.
Piotr Rybczyński: Jak z perspektywy czasu oceniasz różnicę między życiem artysty w Polsce a we Francji?
Martin Raphaël Martiq: Dziś te różnice zupełnie się zatarły. Rozmawiamy o realiach sprzed 25 lat, z okresu transformacji ustrojowej. Polska zmieniła się w niesamowitym tempie. Przyjeżdżam regularnie do Warszawy na sesje z Nowym Teatrem oraz do Kołobrzegu. Obserwuję młode pokolenie polskich artystów – poziom sztuki, wrażliwości i możliwości w Polsce jest dziś w pełni europejski. Nie ma już żadnych kompleksów ani dystansu do Paryża czy Londynu.
Piotr Rybczyński: Tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejsze spotkanie. Naszym gościem był Martin Raphaël Martiq, którego wystawę w kołobrzeskiej Latarni Morskiej można oglądać już od najbliższego piątku. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.
Martin Raphaël Martiq: Dziękuję bardzo.
Piotr Rybczyński: Dziękujemy Państwu i do usłyszenia w kolejnej audycji „Na falach kultury” w Radiu Kołobrzeg!


