(...) Teraz protestujemy (nie, to nie pomyłka, ja też protestuję) przed Sądami przeciw zagrabianiu przez jedną partię całości władzy.  A można było w demokratyczny sposób usunąć z życia publicznego szkodników. Nie zrobiliście tego. Teraz to się mści. Tyle że nie na Was, a na nas, zwykłych zjadaczach chleba. (...)



Musiałem to napisać. W kwietniu minęło 10 lat. A dokładnie 25 kwietnia. Obchodziłem w tym dniu imieniny. Szef pozwalał na takie imprezy. Myślę że smakowały mu potrawy, które na takie okazje przyrządzałem. Nie to, że jakaś huczna balanga, ale taki zwykły poczęstunek, w tym nieduże ilości alkoholu. Królowały ryby, w tym „śledź po kołobrzesku”i „dorsz szypra”, jakieś sałatki itp. Odbywało się to w godzinach dopołudniowych. Nagle doszła do nas informacja, Barbara Blida „popełniła samobójstwo”. Szok, niedowierzanie.
Stało się to w Siemianowicach Śląskich, w prostej linii ok. 5 km od naszej firmy. Jeden z naszych kolegów mówił o Niej - Baśka. Pracowali razem w siemianowickim „Fabudzie”. Była z naszej branży. Miałem okazję zamienić z Nią kilka słów. A było to pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie była już ministrem, była zwykłym szeregowym posłem. W Siemianowicach kładliśmy wodociąg, pod posesją Blidów robiliśmy wykop pod komorę przeciskową. Dokładnie pod ich bramą. Zwykła chałupa jakich wiele na Śląsku. Wysiadła z samochodu, ktoś Ją podwoził, zatrzymała się przy nas i dobrą chwilę porozmawiała na tematy zawodowe. Przez moment nawet „godoła”, jako że wśród nas na ten moment było kilku Ślązaków. Szykowna babka, a mimo to mogłem sobie wyobrazić Ją w gumofilcach i waciaku, bo tak ją opisywał Bronek, ten kolega z pracy.
Ciepła, serdeczna, otwarta na ludzi. Nigdy nie uwierzyłem w Jej winę, cały czas obserwowałem co się dzieje w temacie „wyjaśniania” okoliczności tego zdarzenia. Nie będę się rozpisywał o moich spostrzeżeniach, wszystko w tym temacie jest dostępne w Internecie. Ciekawy jest wywiad siostry B. Blidy, p. Korzekwy, który udzieliła „Faktom”. Czekałem z niecierpliwością na ostatni akt tej sprawy, a mianowicie postawienie przed Trybunałem Stanu osób, które doprowadziły do „samobójstwa” Barbary Blidy. Było głosowanie w Sejmie, skończyło się parodią. Nawet osoba, która była tematem głosowania, zaśmiała się Wam w twarz. Mnie osobiście też się zaśmiał w twarz. Zabrakło 5 głosów, z samego PO nie uczestniczyło w głosowaniu dziewięcioro posłów. Pana także nie było na tym głosowaniu, Panie Marku Hok. pośle ziemi kołobrzeskiej. Teraz protestujemy (nie, to nie pomyłka, ja też protestuję) przed Sądami przeciw zagrabianiu przez jedną partię całości władzy.  A można było w demokratyczny sposób usunąć z życia publicznego szkodników. Nie zrobiliście tego. Teraz to się mści. Tyle że nie na Was, a na nas, zwykłych zjadaczach chleba. Nigdy nie byłem przy „korycie”. Od 1989 roku pracuję w prywatnych firmach, żyję z pracy rąk i głowy.  A ciągle słyszę od „nierobów” i społecznych „pasożytów”, że jestem oderwany od „koryta”, bo inaczej od nich myślę. Boję się nadchodzących czasów. Do władzy dobierają się zwykli populiści, kłamcy, życiowi nieudacznicy. Nie o siebie się boję, ja mam już z górki, boję się o tych co po mnie zostaną. Qvo vadis Polsko?
PS. Od dziesięciu lat nie obchodzę imienin.
Marek Jastrzębski






ilustracja: https://unsplash.com
 
 

Udostępnij

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to TwitterSubmit to LinkedIn