Aktualnymi wiadomościami powielanymi i hejtowanymi na portalach, w miastach do 40 tyś mieszkańców, interesuje się ok 10% populacji a kolejne 5% powtarza opinie które zasłyszało (...) hejtereów uważam za bardzo pożytecznych działaczy ekonomicznych.  

 

 

 

Na wstępie, pragnę zauważyć, że nie mam nic przeciwko hejtowaniu. Wręcz, uważam hejt za sól ziemi i napęd cywilizacyjny. To bardzo szlachetna i potrzeba działalność w sieci internetu. Wiadomość, bez komentarza, jest niepełna i nie budzi tak potrzebnego zainteresowania. Najlepiej smakują mi krótkie wrzutki, że ktoś zakończył życie, bo jechał za szybko (niby skąd to wiadomo), albo że jakaś blondyna zagapiła się na skrzyżowaniu bo poprawiała makijaż i dlatego przywaliła w samochód kolegi. Hejterea przy tym nie było, ale on wie. Świetne też są oceny działalności politycznej, wyrażające się dobitnie, burak, sołtys, nieudacznik, kłamca, krętacz itd. 

 

W zasadzie portal mogłyby zaprzestać publikacji tekstów, wystarczy, że wrzuci fotkę, sklei zaczepny tytuł, najlepiej ze znakiem zapytania, a hejt dokona reszty. Lektura tzw. komentarzy, jest ciekawsza, bardziej aktualna, niż niejeden dobrze opracowany tekst. A jakie przy czytaniu emocje? Szczególnie gdy hejterem okazuje się sam autor tekstu. Niemożliwe? A jednak. 

 

Oto sytuacja. Zamierza się napisać pochlebnie o zjawisku. Załóżmy o tym, że ktoś prowadzi działania promocyjne miejscowości. Jednak pojawia się problem, bo burmistrz tejże miejscowości, ma inny pomysł na opisanie promocji. Burmistrz daje kasę na programy, zatem co czynić? Jak mieć ciastko i zjeść ciastko? Problem stary jak świat. 

 

A tu proszę - hejterowski baner służy pomocą. Pisze się więc panegiryk a następnie w komentarzach zamieszcza kilkanaście opinii krytycznych, pod egzotycznymi pseudonimami. I tak wszyscy są szczęśliwi. Reklamodawca, bo ma artykuł, burmistrz bo społeczeństwo - ręką autora hejtera skrytykowało a czytelnicy polewkę od białego świtu. 

 

Dlatego uważam hejterów przypadkowych i tych autorów, zamieniających się w hejtereów za bardzo pożytecznych działaczy ekonomicznych. To oni nakręcają koniunkturę na to by lepiej i sprawniej się lżyć a przez to ciekawiej żyć. 

 

Ostatnim etapem tej układanki - zapewne będzie akcja, kiedy autor napisze artykuł o swojej działalności a potem w pogoni za wskaźnikami oglądalności, sam się shejsteruje, jaki to jest podły, głupi i wredny. I tego życzę z okazji kolejnej wakacyjnej fali aktywności każdemu redaktorowi-hejterowi. 

 

A czytelnikom zalecam, powściągliwość w formułowaniu opinii. Bo raptem okazuje się że wójt nie jest najpiękniejszy we wsi, starosta najmądrzejszy, poseł wybitny a wszyscy pozostali o których się nie pisze - nie istnieją. 

 

Aktualnymi wiadomościami powielanymi i hejtowanymi na portalach, w miastach do 40 tyś mieszkańców, interesuje się ok 10% populacji a kolejne 5% powtarza opinie które zasłyszało. Ta grupka z pewną emocjonalną ułomnością, polegającą na rozbudzonym poczuciu własnej wartości, usiłuje kręcić opinią i wpływać na ogólne przekonanie o własnej przydatności. Po detalicznym obejrzeniu problemu, nie ma się czym przejmować, a hejtera ostatecznie zawsze można zaprosić na miętową herbatę. Uspakaja. 

 

 

 JB

 

 

Udostępnij

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to TwitterSubmit to LinkedIn