Zgodnie z art. 17 ustawy o pracownikach samorządowych wójt, burmistrz, prezydent miasta, starosta oraz marszałek województwa mogli ale nie musieli zatrudniać doradców i asystentów w liczbie nieprzekraczającej:


1. w gminach do 20 000 mieszkańców – 3 osoby,
2. w gminach do 100 000 mieszkańców oraz powiatach – 5 osób, 
3. w gminach powyżej 100 000 mieszkańców oraz województwach – 7 osób.

Autorzy projektu ustawy w jej uzasadnieniu  podkreślali, że ludzie tak zatrudnieni tworzą w samorządach „gabinety polityczne”, które stają się tym samym przyczółkami dla osób związanych partyjnie z urzędującymi władzami samorządowymi. Wyliczono też oszczędności, szacowane na 50 mln złotych rocznie! Przeciwnicy tych zmian twierdzili, że nowelizacja jest zbędna ponieważ część samorządów nikogo nie zatrudniła albo zatrudniano w wyjątkowych sytuacjach. Liczba takich nisko opłacanych pracowników jest limitowana i z końcem kadencji automatycznie tracą oni pracę.

Zatrudnienie doradców i asystentów następowało na podstawie umowy o pracę, na czas pełnienia funkcji przez wójta, burmistrza, prezydenta, starostę lub marszałka. Nie przeprowadzano w tym celu naboru, gdyż w drodze naboru obsadzane są tylko wolne stanowiska urzędnicze. W trakcie kadencji usunięto z obowiązującej ustawy przepis, na podstawie którego można było zatrudniać osoby na stanowiskach doradców i asystentów odpowiednio w urzędzie gminy, starostwie powiatowym i urzędzie marszałkowskim na czas kadencji. Niezależnie od tego co sądzi każdy z nas o utworzeniu w samorządach tych etatów to tak nagłe ich zlikwidowanie może budzić po prostu „ludzki” sprzeciw. 

Umowy z doradcami i asystentami zatrudnionymi w jednostkach samorządu terytorialnego wygasły 3 grudnia 2017 roku z mocy prawa. Zatrudnienie miały stracić także kobiety w ciąży oraz osoby w wieku przedemerytalnym. Z tego tytułu pracę całym kraju powinno stracić ok. 1 tys. pracowników samorządowych. Są to ludzie, którzy wykonują określone czynności, mający do zrealizowania w urzędach poważne często zadania. Dlatego sądzę, że w żadnej mierze zmiana ustawy nie spowoduje ograniczenia w zatrudnieniu. Ludzie ci zostaną w urzędach i teraz zostaną zatrudnieni na stanowiskach urzędniczych.

Trzeba  jednak zauważyć, że wysoko opłacane gabinety polityczne pozostały nadal w ministerstwach. Ich zmiana prawa nie dotyczyła…


Jerzy Kotlęga