Aby tak się stało konieczne było uzyskanie pozytywnej opinii Biura Analiz Sejmowych. I tak też się stało. Projekt rezygnacji ze zmiany czasu trafił na posiedzenie sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. Projekt tej ustawy komisja przyjęła – czyli jak się mówi potocznie klepnięty został jednogłośnie (!).  Zdarza się to niezwykle rzadko, ponieważ w komisjach zasiadają posłowie różnych opcji, a podczas głosowania mają „zwyczajowo” odmienne zdania.

Wtedy Polacy uwierzyli, że jest już niemal pewne, że projekt zostanie przyjęty. Miała nas oczekiwać tylko jedna zmiana czasu z zimowego na letni - co miałoby miejsce w nocy z 24 na 25 marca, po której pozostalibyśmy już na stałe w czasie letnim.

Dosyć nieoczekiwanie rząd podczas posiedzenia w dniu 8 listopada odniósł się do projektu zmian negatywnie, a to oznacza, że nie zostanie on poddany pod głosowanie w Sejmie. Projekt ustawy jest bowiem niezgodny z obowiązującym prawem Unii Europejskiej, przez co uznano, że nie może być on w takim trybie procedowany. Projekt tej ustawy jest zatem przedwczesny. Musiał być przez rząd zaopiniowany negatywnie.

Kwestię zmiany czasu reguluje dyrektywa unijna 2000/84/WE, która zobowiązuje do dwukrotnej zmiany czasu w ciągu roku wszystkie państwa członkowskie unii. Dyrektywa dąży do tego, by ułatwić funkcjonowanie określonych sektorów gospodarki (zwłaszcza transportu i komunikacji międzynarodowej). W związku z tym, zniesienie zmiany czasu jedynie w Polsce mogłoby stworzyć utrudnienia dla tych sektorów w państwach członkowskich unii.

W Europie pojawiają się głosy na temat konieczności zaniechania zmiany czasu. Temat ten od lat pojawia się w Parlamencie Europejskim. Komisja Europejska dosyć stanowczo blokuje jednak tę tematykę odmawiając zajęcia się tą sprawą. Nic więc nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się w tej materii coś zmienić.

Polski rząd zadeklarował, że Ministerstwo Rozwoju wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych podejmą „niezwłocznie” konsultacje z Komisją Europejską oraz państwami UE dotyczące możliwości zmiany prawa UE tak, aby poszczególne kraje mogłyby we własnym zakresie decydować o stosowaniu lub rezygnacji ze zmiany czasu. Tworzy to przysłowiową „furtkę” do kontynuacji tej tematyki w Europie.

Mnie osobiście zmiana czasu nie uwiera. Lubię zwłaszcza tę jesienną. Mogę wtedy pozornie troszkę dłużej poleniuchować… Niebawem  zobaczymy czy dyskusja, którą podejmą polskie władze rzuci nowe światło na regulacje czasu w Europie…?  Być może. A co Państwo sądzicie o pomyśle zaniechania zmiany czasu?
Jerzy Kotlęga